'Nasz cel to sprawić, aby publika zwymiotowała albo zemdlała' - Manni Dee i Ewa Justka - WYWIAD

news
04 Paź 2018 10:45

Redakcja Autor: Redakcja

 
'Nasz cel to sprawić, aby publika zwymiotowała albo zemdlała' - Manni Dee i Ewa Justka - WYWIAD

Unsound Festival zbliża się wielkimi krokami. Przed wami wywiad z Manii Dee i Ewą Justką, którzy wystąpią na tegorocznej edycji festiwalu.

Manni Dee długo, ale stanowczo piął się na szczyt panteonu nowego, ciężkiego techno. Artysta zaczynał od zupełnie innych brzmień klubowych, ale z czasem dzięki znakomitym EP-kom dla m.in. Black Sun Records czy Perc Trax, jego nazwisko stało się synonimem dobrego techno.



W tym roku jego album “The Residue” wydał prestiżowy Tresor, a do najlepszych singli zeszłego roku bezapelacyjnie należy jego kawałek “London Isn’t England” nagrany wspólnie z polską artystką Ewą Justką.

Ewa do muzyki tanecznej dotarła z zupełnie innego końca spektrum - eksplorując noise. Artystka ma zacięcie technologiczne - sama hakuje maszynerię, szukając brzmień w analogowych urządzeniach. Dźwięk chętnie łączy ze światłem, synchronizując oślepiające błyski z potężnym, rytmicznym walcem.

O tym jak przecięły się ścieżki obojga artystów, skąd ich wspólny kawałek i czego można spodziewać się po ich występach na żywo w poniższym wywiadzie.

MANNI DEE & EWA JUSTKA - WYWIAD


Jak zaczęła się wasza współpraca?

Manni Dee: Zaczęliśmy współpracę z bardzo prozaicznego powodu - mieszkamy razem. Chcieliśmy się spotkać muzycznie w połowie drogi - gdzieś między noisem, acidem, industrialem i techno.

Ewa Justka: Połączyła nas miłość do szybkich rytmów!

A jak przekłada się to występy na żywo?

Ewa Justka: To proste, podłączamy  nasze maszyny i zaczynamy grać.

Manni Dee: Dużo jednak próbujemy wcześniej razem w domu, wkurzając tym naszych sąsiadów. Ewa obsługuje syntezatory a ja dodaje perkusję oraz kick drums - taki układ wydaje się zupełnie naturalny.

Przygotowujecie coś specjalnego na wasz unsoundowy gig?

Ewa Justka: No jasne, dlatego nie mogę powiedzieć co to będzie.

Manni Dee: Nasze wspólne występy należą raczej do rzadkości, a dzięki temu każdy z nich jest wyjątkowy.

Oświetlenie jest elementem często pomijanym w klubach czy w innych przestrzeniach, w których się występuje. Wasze widowisko pokazuje, że doskonale rozumiecie związek między muzyką i światłem. Jak ważny jest związek między światłem a dźwiękiem?

Manni Dee: To połączenie podkreśla intensywność i przytłaczający charakter doświadczenia. Nasz cel to sprawić, aby publika zwymiotowała albo zemdlała.


Manni, w Twojej karierze muzycznej można zauważyć bardzo wyraźny punkt zwrotny - kiedyś skupiałeś się mocniej na breakbeatcie i dubstepie, teraz zwróciłeś się w stronę techno. Skąd taka decyzja?

Manni Dee: Tworząc wcześniejszy materiał czerpałem inspiracje głównie z tego, co działo się w L.A. wokół wytwórni Brainfeeder w sezonie 2009/2010. Zagrałem tam parę gigów i czułem w tym pewną nieszczerość. Muzyka, którą grałem i tworzyłem niespecjalnie odzwierciedlała moje otoczenie oraz moje doświadczenia. W tym samym czasie istniało bezpośrednie połączenie między tym, co działo się w muzyce techno w L.A. i w U.K, co może nie wydawać się takie oczywiste. Przełom nastąpił poprzez Juke / Footwork, kiedy artyści tacy jak Addison Groove czy Pearson Sound eksperymentowali z tymi gatunkami oraz przez zjawisko nazywane wówczas post-dubstepem, mocno propagowanym przez Jamesa Blake’a. DJ-e z wytwórni Low End Theory i Brainfeeder grali te kawałki. To otworzyło dla mnie drzwi do świata zupełnie nowych dźwięków. Od tej pory zacząłem mocniej interesować się wytwórniami z Wielkiej Brytanii i tym, co zostało po upadku dubstepu.

Jak wygląda teraz scena w UK? Dużo rejwujesz?

Manni Dee: Nie rejwuję za często. Zwłaszcza teraz, kiedy harmonogram mojej trasy jest bardzo napięty. W ciągu ostatnich dziesięciu lat wiele miejsc w Londynie zostało, nie bez walki, zamkniętych. Jednak w ostatnim czasie pojawiało się kilka nowych lokacji, które dają wiele potrzebnej całemu środowisku nadziei. Rejwowanie w Londynie dalej wiąże się z pewnego rodzaju ruchem oporu. Od lat 80, epoki rządu Margaret Tatcher, stało się jasne, że rejwowanie to bezwartościowa, nieistotną, chwilową aktywnością. Ostatnie zmiany prawne w Hackney i masowa gentryfikacja to główne czynniki, które spowodowały zamknięcie klubów, są ponurym przypomnieniem tamtego stwierdzenia. Nie pokładam również wielkich nadziei w instytucji nocnego burmistrza w Londynie, której zadaniem jest opieka nad życiem nocnym miasta. Ta sytuacja jednak sprawia, że społeczność staje się silniejsza i przypomina cały czas o tym, że musimy walczyć w obronie tego, co jest dla nas ważne i na czym nam zależy.

A co jest dla ciebie największa inspiracją przy procesie twórczym?

Manni Dee: Mnóstwo rzeczy. Dźwięki, książki, polityka, przyjaciele, muzyka…

Czy uważacie, że artysta powinien angażować się politycznie i społecznie czy jednak  muzyka powinna być wolna od tych zagadnień?

Manni Dee: To zależy od indywidualnego wyboru. Jedyną powinnością artysty jest wyrażanie samego siebie w taki sposób, jaki tylko chce. Jeżeli to ma związek z polityką, to jest sprawa tylko artysty.

Ewa Justka: Nie sądzę. Uważam, że lepiej by artyści zajmowali się sztuką, a politycy i socjolodzy socjologią i polityką.

Utwór “London isn’t England” cały pulsuje punkową energią, natomiast tytuł w oczywisty sposób nawiązuje do sytuacji politycznej i społecznej. Mógłbyś jakoś rozwinąć te kwestie?

Manni Dee: To odwołanie do tego, jak krótkowzroczny i zaściankowy stał się sposobu myślenia ludzi po obu stronach politycznego sporu, zarówno w trakcie jak i po referendum brexitowym. Chciałem do tego kawałka dodać jakiś wokal, więc poprosiłem Ewę, aby wybrała losową książkę ze swojej półki i wykrzyczała fragment po polsku. Niespodziewanie, fragment ten dotyczył intelektualnej zagłady.


Ewa, a jaki jest modus operandi Twojego procesu twórczego? Na czym skupiasz się najbardziej, co Cię fascynuje?

Ewa Justka: Jestem muzykiem, więc najważniejsza dla mnie jest produkcja muzyczna. Na tym się właśnie skupiam. Nie powiedzialabym, ze hardcore mnie fascynuje, ale po prostu lubię hardcore, holenderski, prosty, szybki,  hardcore. No i acid. Wszystkie jego brutalne odmiany.

A co z physical computing? Hakowaniem hardware’u?

Ewa Justka: Zajmuję się konstrukcją, budowaniem i lutowaniem syntezatorów oraz efektów,   prostszych i bardziej złożonych. Prowadzę również warsztaty, na których uczę jak budować elektroniczne instrumenty, odczytywać schematy, itd.  Swoja droga, od kiedy sie tym zajmuje, jeszcze NIGDY nie przeprowadziłam warsztatów takich w Polsce. Prosze mnie zaprosic, a wtedy się dowiecie!

Specjalizujesz się i działasz w obszarze, w którym jest zdecydowanie więcej mężczyzn niż kobiet. Czy zauważyłaś zmiany na przestrzeni lat? Jak znajdujesz fenomen feminizmu w kulturze muzycznej?

Ewa Justka: Może kiedy w końcu przestaniemy się pytać osoby nieposiadającej penisa, jak to jest być kobietą działająca “w sferze męskiej”, to wtedy nadejdzie jakaś zmiana.

Manni Dee i Ewa Justka wystąpią 12 października na festiwalu Unsound w Krakowie. Duet wystąpi na żywo ze specjalnym świetlnym show. Bilety na wydarzenie można nabyć pod tym linkiem https://www.unsound.pl/presence/tickets. Więcej informacji na www.unsound.pl.