Unsound napełnia szczęściem spragnionych nieprzewidywalności słuchaczy - RELACJA

news
07 List 2018 13:49

Tagi: unsound

 
Unsound napełnia szczęściem spragnionych nieprzewidywalności słuchaczy - RELACJA

Zapraszamy do lektury wspomnień z długiego, "unsoundowego" tygodnia w Krakowie.

Unsound festiwal od wielu lat wyznacza trendy w muzyce na świecie. Jak żaden inny festiwal eksperymentuje z formą, przełamuje granice muzyczne, kulturowe, porusza tematy tabu i zwraca uwagę na problemy czy nierówności społeczne. Statystyki festiwalu potwierdzają, że konsekwentnie wykonują świetną robotę w tym zakresie. W tym roku Unsound odwiedziło 30 tysięcy gości, z czego tylko połowa była z Polski. Wystąpiło 196 artystów z 33 krajów, a 50% występujących to kobiety i osoby niebinarne. Jak na tak konserwatywny kraj jakim niewątpliwie jest Polska to niesłychany wkład w zwiększenie świadomości kulturowej poprzez sztukę i panele dyskusyjne, których odbyło się aż 30, wszystko spięte klamrą tematu przewodniego - Presence. Te liczby są naprawdę imponujące ale to jednak przede wszystkim Muzyka świadczy o sile festiwalu, a jej poziom podnoszony jest z roku na rok.

Fot. Michał Ramus

Już sam koncert otwarcia idealnie nadał klimat i poczucie wzniosłości wydarzenia dzięki świetnemu doborowi artystów i miejsca. Na scenie niezwykle pięknego teatru słowackiego w Krakowie wystąpili - polska wiolonczelistka Resina, która w nurcie modern classical zbiera coraz większe uznanie w świecie, oraz jeden z najwybitniejszych dekonstrukcjonistów muzyki klasycznej - Tim Hecker. Zestawienie ich w takim miejscu udało się wybornie, a wizualizacje i  oświetlenie perfekcyjnie dopełniły ogrom doświadczenia. Nie gorzej było też na Kamiennej podczas części “klubowej” gdzie udało mi się usłyszeć występ Lautbilda, czyli Pawła Kulczyńskiego znanego m.in. ze swojego innego alterego o nazwie Wilhelm Bras. Przyznam, że nie wiedziałem czego się spodziewać i występ ten był niezwykle absorbujący, zaskakujący i nieprzewidywalny. Mimo, że moim głównym celem tego wieczoru było usłyszenie kolejnego live’a to Lautbild chyba nawet przyćmił to co nastąpiło po, a mianowicie światową premierę nowego projektu duetu Dengue Dengue Dengue. Projektu Pandilla prezentującego którego inicjatorem był Mikołaj Kierski z audycji Basy Tropikalne. Kilka lat temu udał się z wizytą w rodzinne peruwiańskie strony swojej ukochanej gdzie w prezencie otrzymał kilka godzin mało znanej muzyki folkowej z tamtego regionu. Po powrocie płytę przekazał duetowi producenckiego i finał tej historii zrealizowany został właśnie podczas tej edycji Unsoundu. Finał ten był niezwykle taneczny, może muzycznie nie przełomowy ale jego etniczny charakter wniósł sporo tropikalnego ognia na parkiet magazynu przy ulicy kamiennej i w połączeniu z Lautbildem zupełnie usatysfakcjonował.

Fot. Dominika Filipowicz

Kolejne dni festiwalu to wystawy, wykłady, panele dyskusyjne, pogadanki z artystami, projekcje filmowe, warsztaty, instalacje artystyczne oraz koncerty odbywające się w przepięknych lokalizacjach, od Synagogi przez kopalnie w wieliczce, sale koncertowe czy kultowe Kino pod Baranami. Aby móc tego wszystkiego doświadczyć w pełni, trzeba by wziąć tydzień wolnego, wyłączyć telefon i całkowicie oddać się pogoni za gęstym harmonogramem festiwalu choć wystarczyło też znaleźć coś dla siebie i pogodzić się z faktem, iż jak to w życiu - nie da się mieć wszystkiego. Z muzycznej strony szczególnie urzekły występy Adrea Belfiego i Valerio Tricoli, Sarah Davachi oraz Lea Bertucci. Natomiast czwartkowa noc wprowadziła już w klasyczny klimatu Hotelu Forum, gdzie odbywa się najbardziej taneczna część festiwalu. Warto wspomnieć, że w tym roku jakość dźwięku na każdej z sali była wyjątkowo dopracowana. Najwięcej czasu spędziłem pomiędzy 2 i 3 salą, przechodząc tylko przez salę główną. Przyznaję, że pokładałem spore oczekiwania w występie live stałego bywalca festiwalu Lotica (a raczej z tego co się dowiedziałem, bywalców, gdyż Lotic postrzega swoją kobiecą i męską stronę Ja w liczbie mnogiej). Niestety, o ile djsko i produkcyjnie jestem fanem tak niestety raczej zostanę nim wobec ich umiejętności wokalnych. Nie tracąc czasu na krytykę wolę zwrócić uwagę na genialne występy w kuchni - Gabor Lazar, Renick Bell i Ziur wypadli znakomicie. Tego pierwszego miałem już okazję posłuchać na dwóch innych festiwal i jestem pod ogromnym wrażeniem tego jak z eksperymentalnych hałasów z czasem zbudował taki taneczny groove i charakterystyczne dla siebie brzmienie. Na usta ciśnie mi się trochę przyziemne określenie electro funk z przyszłości. Renick to natomiast wykładowca na japońskim uniwersytecie oraz programista który muzykę w wersji live prezentuje za pomocą kodu, propagując pojęcie Algorave’u. Wcześniej miałem okazję usłyszeć go tylko w kolaboracji z Fisem i muszę przyznać, że jego solowy materiał porwał mnie znacznie bardziej, przywodząc na myśl maszynowy grime którego kompleksowość połamania rytmicznego nie odebrała publiczności tanecznej przyjemności. Ziur natomiast zaprezentowała bardzo mocne brzmienie idealnie pasujące do kulminacji 3 sceny. Na scenie drugiej warto wspomnieć, świetne występy weterana footworku - RP Boo oraz djskiej gwiazdy z Ugandy, DJki Kampire, która podpaliła parkiet afrykańskimi rytmami. Starcie z taką selekcją nawet najbardziej wytrwałych tancerzy mogło przyprawić o konkretny ból kończyn dolnych.

fot. Dominika Filipowicz


Następnego dnia w sali koncertowej ICE odbył się niezwykle wyjątkowy performance - producent Rabit wystąpił razem z zespołem tancerzy House of Kenzo oraz vjem Samem Rolfes, który przenosił zdekonstruowane postacie performerów na projekcje video. Był to jeden z ciekawszych i mocniejszych doświadczeń festiwalu. Po tym jeszcze wystąpił Alva Noto w nietypowo tanecznej odsłonie dopełnionej wizualizacjami osobiście jednak lepiej przyswajam jego minimalistyczną formę. Piątkowe Forum obiecywało moc dźwiękowych atrakcji. Headlinerem wieczoru była Sophie, która zanim zaczęła, zdążyła zbudować napięcie i wywindować oczekiwania aby później do syta zaspokoić wygłodniałych wrażeń słuchaczy. Na innych scenach w pamięci najbardziej zapadli artyści z drugiej sceny Rroxymore i Zuli, Dj Lilocox i Superficie, ale to Kode9 totalnie wypełnił sale niskimi częstotliwościami na tyle, że ledwo dało się ustać, wygrywając tym samym dla mnie wieczór selekcją. Warto wspomnieć też jak zwykle świetne występy We Will Fail, czy choćby b2b Objekta i Leny Willkens. Obojętnie też nie dało się przejść obok barwnego występu Iglooghosta czy closingu trzeciej sceny w wykonaniu Tayhana.

fot. Helena Majewska

Sobota w Forum to przede wszystkim porywający do tańca opening trzeciej sali, w wykonaniu b2b pary djskiej Young Majli & PLAL, dumnie reprezentujących wrocławski kolektyw Regime. Tego wieczoru na trzeciej sali szczególnie wyróżnili się HDMIRROR i Dis Fig. Na innych scenach uwagę zwrócił na siebie Nazar, którego głębokie brzmieniowe inspiracje sięgają czasów opresji w Angoli rozdartej konfliktem politycznym. Na scenie głównej natomiast szczególną uwagę zwrócili na siebie reprezentanci kolektywy Fractal Fantasy - Sinjin Hawke i Zora Jones. Kolektyw oraz pomysł na wyjątkowe wizualizacje towarzyszące ich djskiemu b2b sięgają jeszcze czasów w których ojciec Sinjina stworzył animację 3d o nazwie Fractal Fantasy. Od tego czasu jego umiejętności programowania w 3d były rozwijane i zaaplikowane do systemu wizualizacji syna. Nie da się ukryć, że robi to piekielne wrażenie a projekt, który miałem już okazję usłyszeć po raz czwarty, ciągle się rozwija! Zaraz po nich nadszedł czas na jedno z najbardziej intensywnych doświadczeń wieczoru - a/v występ premierowy o nazwie AS Oracle duetu Amnesia Scanner wzbogacane przez sztuczną inteligencję. Przez ostatnie lata wyrobili sobie swoje charakterystyczne cyberpunkowe brzmienie z pogranicza eksperymentalnej muzyki klubowej i tylko potwierdzili swoją wysoką jakość.

fot. Helena Majewska

Po tygodniu wyjątkowych doświadczeń na koncert zamknięcia ponownie zaproszono gości do Teatru Słowackiego, gdzie odbył się koncert zadedykowany wybitnemu kompozytorowi filmowemu Johanowi Johannssonowi i było to równie, jeśli nie bardziej chwytające za serce wystąpienie co koncert otwarcia. Na scenie pojawili się jego wieloletni współpracownicy wspierani przez muzyków z Sinfonietta Cracovia i poprzez dźwięk zaserwowali pełen wachlarz emocji zgromadzonym na sali teatru słuchaczom. Po takim zakończeniu festiwalu udanie się ponownie na Kamienną budziło wątpliwości, czy klubowa muzyka nie przyćmi geniuszu koncertu zamknięcia ale jednak zwyciężyła chęć doświadczenia ostatnich chwil tego corocznego święta - i było warto. Po ciekawym otwarciu jednego z kuratorów festiwalu - Rusałki, za deckami pojawił się po raz kolejny Rabit, wspierany przez Ledef i tancerzy z House of Kenzo. W pewnym momencie atmosfera na parkiecie pod djką zmieniła się w prawdziwy Vogueing ball. Jednak muzycznie kropką nad i festiwalu był wystep Billa Kouligasa, szefa eksperymentalnej wytwórni PAN, który zdążyła już zdobyć status kultowej oficyny. Jego set był bardzo porywający, wielogatunkowy, nieprzewidywalny ale też niezwykle taneczny. Nic więcej już nie było potrzebne.

fot. Katarzyna Borelowska

Dziękuję Ci drogi festiwalu Unsound, że co roku napełniasz szczęściem spragnionych nieprzewidywalności słuchaczy i przełamujesz wszelkie granice. Mam wrażenie, że ten kraj potrzebuje tego niezwykle mocno i chwała Wam kuratorzy, wolontariusze, artyści i słuchacze, że możemy być częścią ciągłego otwierania się na inność, a tym samym poszerzania świadomości społeczeństwa poprzez wypychanie ze strefy komfortu. Motyw przewodni obecności świetnie to podkreśla, trzeba być uważnym i obecnym w tu i teraz, bez oczekiwań, chłonąc to co rezonuje z naszym ja, zwracając uwagę na problemy potrzebujące rozwiązań aby później przekuć to na kolektywny wzrost. Dzięki raz jeszcze i do zobaczenia za rok!

Zdjęcie główne: Theresa Baumgartner
Tekst: Dawid "RaQ" Rakowski

Zobacz również

Korzystanie z witryny muno.pl oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookies, z których niektóre mogą być już zapisane w folderze przeglądarki. Więcej informacji można znaleźć w Polityce cookies.